Various Artists - "A Night At Buddha Bar Hotel "
Dwanaście płyt, na każdej z nich dwanaście utworów, a wszystko to z okazji dwunastu lat istnienia serii wydawniczej Buddha Bar. Prawdziwy muzyczny maraton - inaczej tego nie mogę określić. Podobnie jak w przypadku podstawowych edycji Buddha Bar, tak i tutaj otrzymujemy eklektyczną mieszankę stylów oraz gatunków. Z tym wyjątkiem, że tym razem zmiany tempa oraz przeskoki klimatów odbywają się bardziej stopniowo – z płyty na płytę. Wydaje się, że to najbardziej logiczne rozwiązanie, choć z drugiej strony i tak panuje tu bałagan godny tureckiego targu.
Zaczynamy od typowego etno-chilloutu, przechodząc coraz częściej w stylistykę etno-dance, a bywa i tak, że następuje przeskok w nurt electro swing, aby zaraz potem nastąpiła eksplozja deep house czy progressive house. Trzeba przyznać - jest kolorowo. Zastanawia mnie w tym wszystkim pewna rzecz: dlaczego za kompilację odpowiedzialny jest tylko DJ Ravin, skoro na tradycyjnych odsłonach Buddha Bar zawsze współpracuje z nim David Visan. Dobranie ponad 100 utworów to ogrom pracy, więc takie podejście trzeba uznać za dość ryzykowne - w końcu co dwie głowy to nie jedna. Może z tego powodu kompilacji zabrakło trochę magii, uroku oraz propozycji, które wybijają się przed szereg.
Dwanaście zaoferowanych płyt trzyma dość wyrównany poziom, jednak trudno tu mówić o emocjach i fascynacji. Warto też zwrócić uwagę na to, że dużą część tracklisty zajmują nagrania projektu Buddhatitude, będącego pewnego rodzaju komitywą kilku niszowych producentów współpracujących z wytwórnią George V. Utwory ich autorstwa są niezłe, jednak łatwiej je potraktować jako tło niż gwiazdę wieczoru.
Na osobną uwagę zasługuje samo opakowanie. Z zewnątrz prezentuje się bogato - czaruje złotym lakierem i solidnym tekturowym boxem. W środku trochę skromniej - każda z płyt schowana tylko w kopertki. Sytuację trochę ratuje złoty pendrive w kształcie sekretnego klucza do mistycznych drzwi hotelu Buddha Bar - na nośniku można znaleźć dodatkową selekcję nagrań oraz cyfrową wersję bookleta. Wprawdzie nie spodziewałem się w środku dmuchanego fotela, wnętrza obijanego pluszem czy tym podobnych bajerów, jednak przy tak wysokiej sumie, jaką trzeba zaoferować za to wydanie label mógł dać więcej czadu. Za trochę niższą cenę zdarzyło mi się kupić wydawnictwa w metalboxie i z większą ilością giftów.
Koniec końców, otrzymujemy kompilacyjne monstrum o wartości kolekcjonerskiej (choć z drugiej strony 15.000 egzemplarzy to nie jest, aż tak mało), które jest łakomym kąskiem dla każdego snoba. W moim skromnym odczuciu postawiono bardziej na ilość niż jakość przez co trudno określić tę kompilację jako zjawiskową.
Mikołaj Florczak
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 0 komentarzy
Dodaj swoją opinię